Muzyka to nie cały świat, ale jest smacznym do niego dodatkiem...

Piractwo opłaca się wszystkim?

Opublikowano: Styczeń 26th, 2010 | Autor: misiekf | w kategorii: Muzyka, Pół żartem... | Tags: , , | Brak komentarzy »

Wiem, wiem. Decyzja podjęta na początku roku – pisać tylko o muzyce, zaraz legnie w gruzach ponieważ mimo iż temat „piractwo” jest szeroki, pojawił się artykuł (w styczniowym TVSat Magazyn) i jego zalążek na stronie internetowej magazynu, że aż trudno mi go nie zacytować i skomentować.

Gdy rządy kolejnych państw zapowiadają odcinanie piratów od Internetu, okazuje się, że to oni właśnie przynoszą spore zyski. Czy podobnie jest z telewidzami podłączonymi na dziko?

Jak wynika z danych opublikowanych przez brytyjską agencję „Demos”, to internetowi piraci przynoszą artystom i wytwórniom fonograficznym największe przychody. Niedawno gazeta „The Daily Mail” poinformowała, że szacunkowo internauci, którzy pobierają nielegalnie muzykę z sieci są jednocześnie najlepszymi klientami renomowanych sklepów muzycznych w Wielkiej Brytanii. Piraci, ścigani przez wytwórnie fonograficzne i wymiar sprawiedliwości, de facto wydają na zakup legalnych płyt najwięcej – przeciętnie 77 funtów, podczas gdy osoby, które nigdy nie ściągają z sieci nielegalnych utworów zaledwie 33 funty. Poza tym jak wynika z raportu badań, dwie trzecie piratów zadeklarowało rezygnację z nielegalnego pobierania muzyki, gdyby ceny w sklepach byłyby niższe. W obliczu tych i wielu podobnych badań pojawiły się pytania, czy chodzi o rzeczywiste wyeliminowanie piractwa, czy pogoń za króliczkiem, która przynosi równie wiele korzyści.
A jak to wygląda na rynku telewizji kablowej i satelitarnej, który również zmaga się z plagą piractwa? Według oficjalnych statystyk, nadawcy w województwie wielkopolskim z tego powodu każdego roku tracą blisko 600 tys. złotych. W skali całego kraju koszty sięgają kilku milionów złotych. Ale czy są to uzasadnione straty, czy – tak jak w przypadku piratów internetowych, gra toczy się o coś zupełnie innego?…

Właśnie. Nikt z naszych szanownych polityków nie bierze pod uwagę tego ile dany pirat ściągnął, a ile kupił. Tego się nie bierze pod uwagę. Z sieci pobrałem GTA4, teraz stoi na półce oryginał. Fallout3 też mimo ściągnięcia z sieci również stoi na półce i czeka na wolną chwilę aby w końcu w niego pograć. Czy mogę to nazwać odkupieniem win?
Jeśli jest tak naprawdę to co w powyższym artykule przedstawił pan red. Tomasz Zdunek to chyba coś takiego jak piractwo nie istnieje. Nie lepiej byłoby się pogodzić i proponować to co ma się do zaoferowania?
No ale niestety nie można, bo idąc do baru/pubu/klubu i kupując piwo, w cenę tego piwa są wliczone – koszty jego produkcji, marżę dla miejsca sprzedaży, opłatę licencji STOART’u, ZAIKS’u i ZPAV’u. Polska to dziwny kraj.



Zostaw komentarz